Gotuję nie marnuję. Moja wersja zero waste i 5 sposobów na kreatywną oszczędną kuchnię

Obecnie coraz bardziej modne jest bycie ekologicznym w szerokim tego słowa znaczeniu. Marnowanie i wyrzucanie jedzenia jest jednym z największych problemów współczesnych gospodarstw domowych. Niedawno wpadła mi w ręce książka dodawana klientom w Lidlu za stempelki zakupowe. Na początku przejrzałam ją dość pobieżnie, ale tylko po tym już widać, że we współpracy z Bankami Żywności promują odpowiedzialną kuchnię. Ja u siebie wiele z poruszonych tam kwestii stosuję od dawna. Przemówiły do mnie głównie dwie rzeczy:

  1. Kiedy wyrzucam jakieś jedzenie, które nie jest popsute i można je jakoś wykorzystać, to tak naprawdę wyrzucam do kosza pieniądze. Moja wyobraźnia zapracowała.
  2. Ja po prostu nie znoszę wszelkiego marnotrawstwa. Kolekcjonerem nie jestem, ale bez sensu też nie wyrzucam. Zarówno jedzenia, jak i ubrań czy rzeczy do domu

Od jakiegoś czasu zastanawiałam się, w jaki sposób ten post napisać żeby zostać dobrze odebraną. Gotowanie z resztek brzmi przecież nie najlepiej. Ale już KREATYWNA KUCHNIA to co innego. Tak to więc zostawię i od teraz tak właśnie będę o tym myśleć.

Jakoś nie przekonałam się jeszcze do planowania posiłków na cały tydzień. Natomiast potrafimy w taki sposób robić zakupy i wykorzystywać to, co mamy w lodówce, że i bez takiego planu jedzenie się w naszej kuchni nie marnuje. Mam też swoje wypracowane różne patenty którymi chciałabym się podzielić ku lepszemu wykorzystaniu żywności w Waszych kuchniach. No to do brzegu.

5 sposobów na niemarnowanie jedzenia + oszczędności w bonusie

Mam dla Was 5 skutecznych sposobów jak wykorzystywać wszystko, co zazwyczaj się wyrzuca jednocześnie odciążając budżet domowy.

Bulion z resztek warzyw

Jeden z klasycznych sposobów na wykorzystanie tego, z czym nie wiadomo co zrobić, a wyrzucić szkoda. Ponieważ w krótkim czasie nie jestem w stanie uzbierać wystarczającej ilości resztek, to to co mam na bieżąco zamrażam dokładając wszystko do jednego pudełka. Jak już jest pełne to gotuję na wolnym ogniu i potem mam bazę np. do zupy, sosu, bulionu do risotto itp.

Co tam daję? W sumie wszystko, co nadaje się do ugotowania. Końcówki marchewki, pietruszki, selera, pora. To oczywiste. Ale też obierki z tych warzyw po wcześniejszym wyszorowaniu. W końcu pod skórką jest najwięcej witamin. Oprócz tego obierki z cebuli, czosnku, końcówki ziół.

W sezonie na dynię, skórka z dyni też się nada. Końcówki brokuła, resztki pomidora, w zasadzie wszystkie warzywa (no może oprócz ziemniaków) dobrze się sprawdzą. Bulion za każdym razem wychodzi nieco inny w smaku, ale zawsze pyszny. Ważne jest to, żeby wody było tylko tyle, aby przykryć warzywa, inaczej będzie rozwodniony.

Kompot z końcówek i obierek owoców

Często obieramy jabłka czy gruszki do zjedzenia, a obierki i środki wyrzucamy do kosza. Szkoda, bo kompot wychodzi z nich smaczniejszy niż taki jak robiła moja teściowa, czyli właśnie obrane owoce do kompotu a obierki do kosza. I w pewnym momencie przekonałam nawet ją, że warto robić to inaczej 🙂

Moi mężczyźni na śniadanie jedzą codziennie jakieś owoce do granoli lub „paszy”, często obrane i pokrojone w kostkę jabłka i gruszki, stąd obierek mam dużo. Również zbieram je do pudełka, tym razem w lodówce. Pudełko zapełnia się w 3 dni, wtedy zalewam wodą, dodaję kilka goździków i gotuję kompot. Latem można dodać np. resztki porzeczek, malin, truskawek które nie są zbyt ładne do zjedzenie ale jeszcze nie popsute.

Ciasto z pulpy owocowej po zrobieniu soku w sokowirówce

Długo szukałam sposobu, co z tym zrobić żeby nie wyrzucać. Kompot nie wychodził, kończyło się na rozwodnionej brei która nie nadawała się do niczego. Metodą prób i błędów doszłam do tego, że dobrze sprawdza się jako podstawa do ciasta. Ja robię soki głównie z jabłek i gruszek, czasem z dodatkiem marchewki. Ta kompozycja jest idealna do ciasta, nie trzeba go już nawet słodzić.

Przepis na ciasto z wytłoczyn:

– 2 szklanki wytłoczyn z sokowirówki
– 2 jajka
– 0,5 szklanki płatków owsianych
– 0,25 szklanki tłuszczu (olej słonecznikowy, rzepakowy lub rozpuszczone masło)
– 0,25 szklanki wiórków kokosowych
– 1 łyżka prawdziwego kakao
– 1 łyżeczka proszku do pieczenia
– 1 łyżeczka sody oczyszczonej
– mąka pełnoziarnista – tyle ile potrzebuje ciasto, wszystko zależy jak bardzo wodniste są wytłoczyny , konsystencja ciasta po wymieszaniu ma być dość gęsta, wtedy rośnie bardziej puszyste, zwykle ok. 1 szklanki
jak najbardziej można dodać rodzynki, pokrojone daktyle czy orzechy.

Piekarnik nagrzewam na 180 st. bez termoobiegu (mój ma jakieś mocne to termo i wszystko spala, muszę z nim bardzo uważać). Formę (zwykle tortownicę) smaruję tłuszczem, spód wykładam papierem do pieczenia.
Mieszam osobno wszystkie mokre składniki w dużej misce. W innej misce mieszam sypkie i dodaję do mokrych. Jeśli ciasto tego potrzebuje, dosypuję jeszcze mąki. Wykładam masę do formy i piekę ok 50 minut, po 40 minutach sprawdzam patyczkiem czy może już się upiekło.

Ciasto jest mega proste. Zawsze się udaje i ma wzięcie. Można posypać cukrem pudrem, polać czekoladą, będzie bogatsze i bardziej reprezentacyjne. Jeśli ktoś nie wie, to nawet się nie zorientuje że tam są pozostałości owoców po robieniu soku, będzie myślał że owoce specjalnie były do ciasta ścierane.

Mrożenie – jesteśmy ogromnymi fanami mrożenia

Daje właściwie nieograniczone możliwości, mrozić można prawie wszystko. Bardzo z tego korzystam, zwłaszcza latem. Przechowuję tak owoce, fasolkę szparagową, szczaw, starte buraczki. Oczywiście dania gotowe jak bigos, pierogi, leczo, fasolka po bretońsku itp. też się świetnie mrożą. Moją teściową zaskoczyło, może i Wam się przyda, że idealny do tego jest sernik.

Jak Młody był bardzo młody nie gotowałam codziennie innej zupki. Robiłam większą ilość naraz i mroziłam w porcjach w silikonowych foremkach do babeczek (łatwo było z nich wyjąć porcję po zamrożeniu). W ten sposób miałam zawsze kilka rodzajów obiadów do wyboru. Moje koleżanki z dziećmi w podobnym wieku też były zadowolone z mojego patentu.

Tajski rosół – nasza ulubiona wersja rosołu

I kolejne wielkie zaskoczenie mojej teściowej jak po wielkanocnym obiedzie poprosiłam, żeby mi zapakowała cały korpus i tłuszcz, który został po pieczonej kaczce. „A co Ty z tym zrobisz?” – zapytała, ale chyba nie była jakoś bardzo zdziwiona znając moje wcześniejsze pomysły. No jak to, co? Tajski rosół. Pyszny i aromatyczny. Bardzo prosty do zrobienia. Już podaję przepis:

Przepis na tajski rosół:

– resztki z pieczonej kaczki (może być kurczak, chociaż na kaczce smaczniejszy moim zdaniem, indyka nie próbowałam)
– marchewka, por, seler, pietruszka jak na normalny rosół
– opiekana cebula
– kawałek imbiru
– 2 ząbki czosnku
– łyżka sosu sojowego
– łyżka sosu rybnego
– sól i pieprz do smaku
– mały kawałek papryczki chilli (można pominąć jak ktoś nie lubi bardzo ostrego)


– kolendra na koniec do posypania (świetnie sprawdza się też szczypiorek)

Wszystko razem wrzucamy do dużego garnka, zalewamy zimną!!! wodą. Gotujemy na malutkim ogniu bardzo długo, nawet kilka godzin. Jak za bardzo woda wyparuje, trzeba uzupełnić, tak żeby wszystko było przykryte. Jak już nam się wszystko rozgotuje to ja mam jeszcze trochę zabawy, Wy możecie ten etap pominąć i tylko przecedzić i podać. Ja po przecedzeniu odkładam osobno warzywa bez imbiru i obieram resztki mięsa z kaczki (moje dziecko je uwielbia), których zawsze jest całkiem sporo. Mięso dodaję dziecku do zupy. Resztę mięsa i warzyw wkładam do lodówki. Sam rosół podaję z makaronem gryczanym i posypuję kolendrą.

A na drugi dzień wersja jeszcze bardziej ulubiona Młodego. Wszystko co zostało (warzywa, mięso, rosół) blenduję razem na gęsty krem. Czasem trochę mięsa zostawiam do położenia na wierzchu. I to jest chyba jego najulubieńsza 🙂 zupa. Na równi z dyniową, ale o niej innym razem.

Jak się okazuje można być kreatywnym w kuchni i robić coś z niczego. I nawet pokolenie naszych rodziców do tego przekonać (chociaż teściowa tajskiej zupy jeszcze się nie odważyła zrobić). Ciągle szukam nowych rozwiązań. Internet jest kopalnią pomysłów, powyżej pokazałam te niebanalne i sprawdzone wielokrotnie. Jeśli macie jakieś swoje, chętnie się o nich dowiem. Jeśli chcecie poczytać o innych moich sposobach na codzienną oszczędność i ekologię, mam tego jeszcze trochę w zanadrzu, niekoniecznie tylko w kwestii gotowania

104 komentarze Dodaj swoje
  1. Genialne w swej prostocie 🙂 Właśnie coraz bardziej interesuje się zero waste i szukam sposobów na wprowadzanie tej idei w życie, więc Twój post bardzo się spodobał 🙂

  2. Ja niestety dużo marnuję. Chętnie bym mroziła, ale niestety wielkość zamrażalki mi nie pozwala.
    Staramy się jednak robić wystarczające porcję, aby nie zostawało jedzenie, które trzeba wyrzucić.

  3. Zainspirowałaś mnie! Z przykrością stwierdzam, że nigdy nie przywiązywałam wagi do obierek, czy końcówek warzyw które zawsze wyrzucałam…obiecuję poprawę i od dziś zaczynam swoją przygodę z niemarnowaniem jedzenia! Bulion zawsze się przyda jako baza do wielu dań.

  4. Narobiłaś mi wielkiego smaka ta tajski rosół i na pewno go zrobię jeszcze w tym tygodniu z Twojego przepisu. Aż mi ślinka poleciała.
    Co do oszczędności to uważam, że warzywa i owoce owszem nie warto marnować, ale są stosunkowo drogie a zazwyczaj w kuchni ‚marnuja’ się zdecydowanie droższe produkty . Może zrobisz jeszcze druga część do tego wpisu? Bo czyta mi się Ciebie bardzo przyjemnie ❤️

  5. W niektórych miasta stoją lodówki gdzie można zanieść jedzenie którego nie chcemy i stamtąd zabierają je potrzebujący. To super pomysł, nie wyrzucam jedzenia i pomagam innym

  6. ja akurat planuję posiłki na kilka najbliższych dni i pod to menu robię zakupy. Ale nawet z dokładnym planem czasem zdarzają się resztki, których nikt nie chce już jeść, a ja nie chcę tego wyrzucać. Z czerstwego pieczywa najczęsciej robię grzanki, z resztek makaronu warto zrobić sałatki, albo zapiekanki. Z resztki ciasta/ciastek/bułek mrożę, a jak się zbierze większa ilość to przerabiam to na bajaderkę.

  7. Od 2 miesięcy jestem fanem mrożenia. Wcześniej praktycznie codziennie coś gotowałem i faktycznie czasem coś lądowało w koszu. Aktualnie gotuję praktycznie raz w tygodniu w niedzielę. Muszę na to poświęcić więcej czasu, ale przynajmniej na caly tydzien mam co jeść. Tak komponuję dania, żeby część składników, które zostają po zrobieniu pierwszego obiadu, wykorzystać w kolejnym. Przynajmniej oszczędzam czas i pieniądze. No i zamrażarka w końcu pusta nie stoi 🙂

  8. Ciasto z pulpy – mega pomysłowe! A że nawet obierki można wykorzystać w kompocie to kolejne zaskoczenie. Postanowiłam podlinkować Twój wpis na moim blogu, w poście z serii rozmaitości.
    Pozdrawiam

  9. Tak bardzo ważny post! Tyle marnujemy jedzenia, jednocześnie codziennie mając w koszykach masę nowych i nowych rzeczy. Już jakiś czas temu się nauczyłam, że na bieżąco to tylko małe ilości warzyw, pieczywa, owoców, a wszystko inne kupuję raz na jakiś czas i dopóki nie skończę, to nie kupuję nic nowego. Nie dość że pieniądze się oszczędza, to i żywność się nie marnuje. Ja staram się mało mrozić, ale to też jest genialny sposób na „zachomikowanie” na potem!

    1. Czasem niestety nawet robiąc rozsądne zakupy coś nam się „wysypie” w planie, i tu ratunkiem jest mrożenie albo właśnie kreatywność w kuchni. Najważniejsze, to nauczyć się nie wyrzucać jedzenia !

  10. Jak się chce to można. My też staramy się wszystko wykorzystywać. Zresztą już tak od jakiegoś czasu kupujemy bardziej na bieżąco i wykorzystujemy wszystko, co możliwe do końca. Z pozornych resztek i pyszności można wyczarować, co widać w powyższym artykule.

  11. Ja też kiedyś wpadłam na to, żeby ugotować rosół na korpusie z pieczonej kaczki, fajny był. Podobają mi się Twoje sposoby. Ja skórki z bananów kroję i uzywam w ogrodzie, to samo z fusami z kawy, są świetnym nawozem. Sporo zamrażam, nawet ciasta, wyciagam tyle, ile trzeba. Rzeczywiście warto pomyslec, że przeciez wyrzucamy własne pieniądze i ruszyć glowa, pozdrawiam.

  12. Ciekawe wskazówki, jednak kompotu z obierek nie ugotowałabym, no chyba,że owoce miałabym z własnego sadu nie pryskane. Niestety w skórkach owoców teraz pełno chemii

  13. Bardzo dobrze, że wspomniałaś w swoim wpisie o tajskiej zupie! Bardzo chętnie zrobię sobie taką w tym tygodniu 🙂
    Anetta z portalu Modny Blog
    A potrawy na zdjęciach jedynie zachęcają by trochę ruszyć się w tej kuchni 😉

  14. Lepszego wpisu odnośnie oszczędności jedzenia jeszcze nie czytałam! Dla mnie świetne pomysły! Ja z racji tego że również nie lubię marnować/wyrzucać jedzenia to twoje pomysły z pewnością wykorzystam w życiu codziennym. 🙂

    1. My często mrozimy warzywa, owoce, a nawet gotowe dania których mamy w nadmiarze np pierogi. Od jakiegoś czasu mrożę nawet chleb, świetna sprawa, zawsze rano jest świeży 🙂

  15. oo fajny spsoób na kompocik z resztek;0 kradne pomysł i zaczne stosować:) mroizic też lubie a potem fik mik i mjuz jest cos na zupkę;0 wpis bardzo fajny:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.