Ostróda – letnia stolica Mazur. Co warto zwiedzić? Gdzie spać?

Mazury to jeden z regionów naszego pięknego kraju, które znamy najmniej. Odwiedziliśmy je kilka razy prywatnie (Gołdap czy Mrągowo) i wtedy trochę zobaczyliśmy. Swoją drogą chyba powinniśmy nadrobić relacje z tych miejsc 😉 Ja byłam też kilka razy służbowo, ale podczas takich wyjazdów oglądam głównie hotele i sale konferencyjne, niestety… Zwiedzić zbyt wiele się wówczas nie udaje. Dlatego tak bardzo cieszyliśmy się na wyjazd do Ostródy w tym roku.

Czekaliśmy na niego bardzo długo, ponieważ pierwsze półrocze 2020 nie było dla nas podróżniczo łaskawe. Choroby Młodego i COVID-19 skutecznie niweczyły plany. Aż nadszedł TEN dzień. Wstaliśmy bardzo wcześnie rano i pojechaliśmy ku przygodzie. Wiedzieliśmy, że będziemy nocować w fantastycznym miejscu i mieliśmy w planach unikatową na skalę światową atrakcję, na którą Młody bardzo czekał. Nuda nam na pewno nie groziła.

Komfort i widok z MoLoo na molo

W samym sercu miasta, tak blisko molo, że bliżej już się nie da, z najlepszym widokiem na jezioro i zachody słońca, było miejsce w którym spędziliśmy cztery dni naszego urlopu. Apartament MoLoo z tarasem na Booking ma słuszną ocenę 10. Wyposażony jest we wszystko, a nawet więcej, jak to ktoś napisał tam w komentarzu. Jest wielki taras z meblami i huśtawką-koszem (czy jak my to mówimy – „bujaj” 😉 ). Są makarony, przyprawy, herbata. Jest też kawa. Ta klasyczna plujka i rozpuszczalna oczywiście też. Ale pierwszy raz spotkaliśmy się z sytuacją, żeby w wynajmowanym apartamencie był dobrej jakości ekspres ciśnieniowy. Nie taki na kapsułki. Taki z młynkiem na kawę ziarnistą 😉 Doceniliśmy – mamy podobny w domu, a kawę pijemy litrami.

Mieliśmy okazję spać w wielu różnych miejscach. Lepszych i gorszych. Spokojny wieczór na tarasie skłonił nas do wspomnień. Gadaliśmy o każdym z odwiedzonych przez nas miejsc noclegowych i przyznawaliśmy nasze prywatne oceny. Chcecie, żeby opublikować nasz prywatny ranking? Okazało się, że przy podróżniczych wspomnieniach zastała nas późna noc. Świadczy to tylko o tym, że dobrze nam było w MoLoo. Błogo i relaksująco.

Świetny kontakt z właścicielką, bezproblemowe przekazanie kluczy i obietnica pomocy w razie potrzeby. To na początek. Potem weszliśmy do środka i okazało się, że było lepiej niż na zdjęciach. Kompleksowe wyposażenie kuchni we wszystko jak w domu, w sypialni wielkie, wygodne łóżko z oknami do podziwiania gwiazd nad głową. Salon z kanapą i fotelem z widokiem na jezioro. I łazienka z prysznicem i wanną. Wszędzie mnóstwo świec (nie dlatego, że nie ma prądu 😉 ), można więc zrobić przytulny wieczorny nastrój. Nawet jak padało, było nam tam po prostu przyjemnie spędzać czas.

Tuż obok, po drugiej stronie ulicy, przy fontannie, odkryliśmy świetną restaurację serwującą wszelkiego rodzaju burgery. Stołowaliśmy się w niej dwa razy i było świeżo i smacznie. I bardzo różnorodnie. Tam też jedliśmy najlepsze frytki z batatów ever! Idealnie chrupiące, lekko słodkie. Pyszne. Nazwa restauracji też wpada w ucho: Roślina i wołowina. Zapiszcie sobie, bo warto!

A co Ostróda ma do zaoferowania z atrakcji?

Przede wszystkim Jezioro Drwęckie z deptakiem tuż przy wodzie. Piękne molo, fontannę multimedialną, amfiteatr. Wszystko to właściwie w jednym miejscu. Na Jeziorze Drwęckim znajduje się też liczący aż 800 m wyciąg do nart wodnych. Przy brzegu znajduje się kilka przystani, gdzie motorowodniacy mogą przycumować swoje łodzie. Idąc wzdłuż deptaku w stronę miejskiego kąpieliska, z daleka można zobaczyć światła stadionu. Jest on częścią kompleksu rekreacyjno-sportowego. 

I tu zatrzymajmy się na chwilę. Bo to miasto ma wiele do zaoferowania dzieciom. Właśnie obok stadionu reaktywowano Park Collisa. Znajdziecie tam drewniany plac zabaw, wielkie linarium, boiska sportowe, siłownię zewnętrzną czy pump track. Bliżej molo, również przy promenadzie, jest duży, nowoczesny plac zabaw, gdzie coś dla siebie znajdą maluchy i nieco starsze dzieciaki. Idąc w drugą stronę, za portami, również stworzono miejsce dla dzieci. Przy ul. Słowackiego 40 mamy Strefę Aktywności Rodzinnej z placem zabaw, wypożyczalnią rowerów miejskich i gokartów dla dzieci, wypożyczalnią sprzętu wodnego oraz parkiem linowym. Ciekawe jest to, że wypożyczenie sprzętu w tym miejscu jest darmowe! I wszystkie te miejsca znajdują się przy deptaku!

To w tym mieście ma też miejsce największa w Polsce i jedna z najbardziej prestiżowych w Europie impreza w jamajskich rytmach: Ostróda Reggae Festival. W amfiteatrze odbywają się również koncerty, festiwale czy obchody Dnia Dziecka.

Odchodząc dosłownie krok od mola, uliczką naprzeciwko, mamy już przed sobą Zamek i Muzeum w Ostródzie. To tam po bitwie grunwaldzkiej przywieziono ciało wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego Ulricha von Jungingena. Również z zamku, ale 400 lat później, przez trzy miesiące władał Europą Napoleon Bonaparte. Obecnie są tam galeria sztuki i sale wystawowe muzeum.

Nieco dalej, po drugiej stronie torów kolejowych, warto zajść na punkt widokowy na wieży kościoła ewangelickiego przy ul. Sienkiewicza 22. Po pokonaniu wielu schodów nagrodą jest piękny widok na panoramę Ostródy. W soboty można zwiedzać to miejsce z przewodnikiem, w tygodniu warto poszukać pastora, który nie dość, że otworzył nam wejście na wieżę, to jeszcze pokazał kościół i opowiedział o jego historii.

Jeden cały dzień warto poświęcić na absolutny cud hydrotechniki: Kanał Elbląski. Czegoś takiego nie znajdziecie podczas żadnej z podróży na koniec świata. Jak go zwiedzać, żeby dobrze wykorzystać ten czas, pisaliśmy w poprzednim poście, do którego serdecznie zapraszamy!

A może Wzgórza Dylewskie albo Grunwald?

Drugi cały dzień to wycieczka pod Ostródę. Rejon Wzgórz Dylewskich rozsławił hotel dr Ireny Eris. Warto jednak pojechać (bo to góra, na którą się nie wchodzi 😉 ) na Górę Dylewską. Nawigacja prowadzi bezbłędnie. Tuż za wieżą widokową znajduje się miejsce parkingowe. Tam też zaczyna się ścieżka dydaktyczna, na której dzieci i dorośli dowiedzą się więcej o lesie i pracy leśników. Warto dojść choćby do jej pierwszego przystanku, gdzie mamy muzeum skalne z ciekawymi opisami, miejsce na ognisko czy mały drewniany plac zabaw. My tam właśnie zrobiliśmy sobie piknik na kocyku z nieśmiertelną wycieczkową zupką z termosu dla Młodego. Ścieżka ma ok. 2 km i prowadzi obok Jeziora Francuskiego. Z ciekawostek dodam, że zimą można tam pojeździć na nartach.

Jadąc nieco dalej, zatrzymajcie się przy niedawno zrewitalizowanym moście kolejowym w Glaznotach. Można podziwiać go z dołu (wchodząc pod sam most, sprawdźcie, jak fajnie roznosi się echo) i z góry, gdzie prowadzą bardzo wygodne schodki.

Ostatnim etapem wycieczki będzie Grunwald. Datę 15 lipca 1410 r. zna chyba każde dziecko od podstawówki. Bitwa pod Grunwaldem jest tak mocno zakorzeniona w naszej tożsamości narodowej i historii, że nie trzeba o niej wiele opowiadać. Zmieniła ona losy Polski i po części też świata. Warto odwiedzić to miejsce. Ja byłam pierwszy raz i czułam tam moc historii. Było jakby poważniej, dostojniej. Pola są ogromne, wręcz po horyzont. Wytyczono ścieżki spacerowe, zadbano o trawę i ogólny ład tego miejsca. Podobno budowane jest nowoczesne muzeum multimedialne. Zapowiada się ono bardzo ciekawie.

Mazury to niekończące się możliwości spędzania czasu. Zarówno aktywnie, jak i leniwie. Nasz wyjazd był trochę taki, trochę taki. Warto umieć znaleźć w życiu balans.

10 komentarzy Dodaj swoje
  1. Jeszcze nigdy nie byłam na Mazurach, a bardzo marzę, żeby się tam wybrać. Mam nadzieję, że długo nie będę już musiała czekać, bo Twoje zdjęcia utwierdziły mnie w tym, że jest tam pięknie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.