Droga Trolli, Droga Orłów, Geirangerfjord – Trasa Geiranger–Trollstigen (Rv63) nazywana „Złotym Szlakiem” 

Norweski „Złoty Szlak” to jedna z 18 dróg zebranych w projekt „Narodowe Trasy Widokowe Norwegii – Norwegian Scenic Routes”, które są polecane jako atrakcje turystyczne. Golden Road of Norway pełna jest zakrętów, przewyższeń, dzikiej natury, nieprzewidywalnej pogody. Pełna jest też kamperów i autobusów, które dość trudno się wyprzedza na serpentynach 😉 . Czy daje wyrzut adrenaliny? Czy rzeczywiście zwala z nóg? Czy jest tak trudna i niebezpieczna jak wszyscy piszą? Czy jest tak piękna, że nie chcesz jechać dalej? Tak piszą w internetach. A jaka jest prawda naszym zdaniem? Myślę, że Was zaskoczymy.

Zacznijmy jednak od początku. Trasa Geiranger-Trollstigen ma 104 km długości i do jej przebycia niezbędna jest jedna przeprawa promowa pomiędzy Eidsdal i Linge (płatna). Jak sama nazwa wskazuje, najbardziej znane jej fragmenty to Drabina Trolli, Droga Orłów oraz Geirangerfjord. Rozciąga się mniej więcej pomiędzy miejscowością Åndalsnes a początkiem prywatnej drogi na punkt widokowy Dalsnibba. Na mapie te punkty to Sogge bru i Langvatnet. Bez problemu można ją przejechać w jeden dzień zatrzymując się we wszystkich wartych tego miejscach, choć będzie to dzień długi i intensywny.

Jedyna uwaga to godziny rejsów widokowych po fiordzie Geiranger, które mogą Was ograniczać czasowo. Rejsy we wrześniu 2022 r. były o godzinie 10 i 14, jeśli macie to w planach, to  trzeba to sobie wcześniej sprawdzić. Na taki rejs trzeba liczyć około 2 godzin.

Drabina Trolli / Droga Trolli / Trollstigen

Jadąc od strony Åndalsnes krajobraz robi się ciekawszy z każdym fragmentem. Aż nadchodzi ten moment, kiedy widzicie mały parking przy drodze, a na nim najbardziej znany znak drogowy w Norwegii. Podobno jedyny taki na świecie. „Uwaga trolle!”. Fotka obowiązkowa. Oby tylko nie trafić na moment postoju autokaru, bo będzie trochę czekania w kolejce, true story 😉 . 

Potem wspinaczka po 11 ostrych zakrętach z mostem nad wodospadem Stigfossen po drodze. Mówią że ciasno, że wąsko (4 do 6 metrów), że stromo (do 12 % nachylenia), że ostre zakręty. Na pewno mijanka z autokarem jest tu ciekawym doświadczeniem (szczególnie jeśli dba się o lakier na własnym samochodzie). My po doświadczeniach na austriackiej Grossglockner Hochalpenstrasse (KLIK!) oczekiwaliśmy frajdy z jazdy, i niestety było trochę rozczarowania. 11 zakrętów, 10 minut i po krzyku. Jesteście już na samej górze. Jak zwykle polecamy pojechać poza sezonem albo przynajmniej w godzinach porannych. We wrześniu w okolicy popołudniowej było raczej pusto. Na tyle, że zdecydowaliśmy się kilka razy wjechać i zjechać i udało się to zrobić płynnie bez ciągnięcia się za wolniejszymi pojazdami. Ale wybuchający na czerwono błąd hamulców na szczycie drogi tuż po rozpoczęciu zjazdu był ciekawym doświadczeniem. Na szczęście niegroźnym, hamulce były nowe, wymienione tuż przed wyjazdem. Po prostu komputer zwariował 😉 . Reset mu znacząco pomógł. 

Na górze jest centrum turysty, sklepik, toalety, ławeczki. I najważniejsze! Platformy widokowe. To tam właśnie na tej dalszej platformie jest najlepszy punkt obserwacyjny na wszystkie zakręty Trollstigen. Warto tam spędzić dłuższą chwilę i ponapawać się widokami. 

To co Drodze Trolli musimy jednak oddać, to że jest rzeczywiście piękna. Te wystające skały wyznaczające krawędź drogi, kamienny most i całe otoczenie są magiczne. Pamiętajcie prosimy o jednym: poszerzona droga ze znakiem z literką M to nie parking a mijanka. Nie zatrzymujemy się tam na rozłożenie pikniku czy obiadek! Choć naszym zdaniem nie jest to najtrudniejsza droga jaką jechaliśmy w Norwegii (a obrosła legendami swojej dramatyczności), to wymaga uwagi i rozsądku. 

Po przejechaniu punktu widokowego zaczyna się już zupełnie inny krajobraz, choć równie piękny. Nie ma się co dziwić, że to jedna z najczęściej uczęszczanych dróg w Norwegi.

PS. Która droga była zatem najtrudniejsza? Chyba odcinek drogi Fv632 pomiędzy Suldalsosen a Jøsenfjorden. Podczas tranzytu z Aurland do Jørpeland postanowiliśmy nie jechać główną drogą żeby zobaczyć wodospady i kościół klepkowy w Røldal i musieliśmy w pewnym momencie podjechać stromo pod górę, ta droga naprawdę nie wybaczyłaby by błędów. Ale była pusta, więc jechało się bardzo fajnie!

Droga Orłów / Eagle Road / Ørnesvingen

Tuż przed wizytą w Geiranger czeka Was jeszcze jedna zakręcona droga. Na Drodze Trolli widoki są typowo skaliste. Na Drodze Orłów widać na horyzoncie Geirangerfjord. Ale zakręty są równie ostre, droga podobnie wąska i nachylona. Też przypomina drabinę. Doskonale to widać podczas rejsu statkiem po fiordzie. Na samym początku, w jej najwyższym punkcie, przygotowano platformę widokową, z której roztacza się prawie najlepsza panorama na okolicę i Geirangerfjord.

Prawie, bo naszym zdaniem jest jedna jeszcze lepsza, ale o niej za chwilę. Ten fragment też przejechaliśmy oczywiście kilka razy w górę i w dół 😉 . A sama droga jest dobrze przygotowana, zakręty są szerokie i można je pokonać bez większych problemów. I tylko pozostaje mieć nadzieję, że nie utknie się za kamperem czy autobusem.

Geirangerfjord i cały jego majestat

Co warto wiedzieć o królu fiordów?

Geirangerfjord jest uznawany za jeden z najpiękniejszych norweskich fiordów. W końcu został wpisany w 2005 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. A sama miejscowość Geiranger leżąca na jego końcu jest w rzeczywistości bardzo malutka, liczy poniżej 300 stałych mieszkańców. No chyba, że zawiną tu ogromne wycieczkowce, wtedy sytuacja ma się trochę inaczej. Niestety miejscowość Geiranger to nie jest spokojne, nieco anemiczne norweskie miasteczko. W sezonie letnim są tam tłumy. We wrześniu o 9 rano było pusto i bardzo przyjemnie, około południa, jak schodziliśmy z rejsu, już ludzi było sporo. Warto wziąć to pod uwagę.

Ciekawostka: miejscowość dodatkowo rozsławił film „Fala” z 2015 roku. Mówi o tsunami spowodowanym osunięciem się zbocza góry Åkneset. I nie jest to tylko czysta fikcja, ponieważ wspomniana góra jest rzeczywiście niestabilna i znajduje się pod ciągłą kontrolą różnych systemów i czujników. A osunięcie i tsunami są jak najbardziej prawdopodobne.

Rejs po Geirangerfjord

Będąc w Norwegii wręcz trzeba się wybrać na rejs po choć jednym fiordzie. Nasz wybór padł na Geirangerfjord (choć rozważaną opcją był też Nærøyfjord – fiord w gminie Aurland, gdzie mieliśmy kolejny nocleg. Również piękny, również wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO). Jak zaplanować taki rejs?

  • bilety można kupić wcześniej online na wybrany dzień i godzinę, można też wybrać długość i rodzaj wycieczki. Nasz rejs widokowy w 2022 r. miał 90 minut i kosztował 1155 NOK (ok. 570 zł) za dwoje dorosłych i dziecko,
  • warto ubrać się ciepło, to w końcu Norwegia i potrafi mocno wiać i padać (tak, Piotrek był w krótkich spodenkach, ale w jego przypadku to normalne zjawisko – przyp.),
  • koniecznie trzeba mieć jakiś sprzęt do robienia zdjęć,
  • w drodze powrotnej można zejść na malutkiej przystani na początku szlaku do opuszczonej farmy na krawędzi skał, 250 metrów nad taflą fiordu. Podejście do Skageflå wymaga jednak dobrej kondycji, porządnych butów i odwagi. Jest sporo ekspozycji, więc można się przestraszyć. Z dzieckiem się nie wybraliśmy.

Punkty widokowe

Ørnesvingen

Na szczycie Drogi Orłów, przy jej najwyższym zakręcie, jest mały parking i piękny widok na Geirangerfjord. W sezonie może być duży problem z parkowaniem, bo mieści się tam raptem kilkanaście aut. Za to widok na Wodospad 7 Sióstr i miasteczko Geiranger w dole jest wart zatrzymania.

Wodospad Storfossen

Praktycznie w samym centrum Geiranger, tuż obok portu, jest piękny krótki szlak wzdłuż szumiącego wodospadu Storfossen. Od dołu wchodzi się na niego za mostkiem znajdującym się za polem namiotowym, od góry jest parking przy Norwegian Fjord Centre. Nie pomijajcie tego miejsca.

Flydalsjuvet

W drodze do Dalsnibba warto zatrzymać się również tutaj. Jest parking i punkt widokowy, który pozwala obejrzeć Geirangerfjord z przeciwnej strony niż ten na Drodze Orłów. Można spojrzeć zza barierki albo pójść kawałek dalej na skały i poszukać tronu. Takiego królewskiego oczywiście 😉 . 

Dalsnibba

To właśnie tutaj jest najlepszy widok na Geirangerfjord i całą okolicę. Od samego centrum Geiranger trzeba liczyć około 40 minut jazdy, na ostatnim odcinku będzie stromo pod górę. Będzie też drogo, bo to teren prywatny i wjazd jest płatny. W 2022 roku było to 270 NOK (czyli ok. 130 zł wg kursu, po którym my płaciliśmy). Płacić można było tylko kartą, przed wjazdem jest szlaban, który otwiera się automatycznie po dokonaniu transakcji. Nie ma tam żywego człowieka w budce, totalna samoobsługa. Aaa, są też kamery jakby co 😉 . Na szczycie jest wygodny duży parking, platforma widokowa ze szklaną podłogą i małe centrum turysty ze sklepem, restauracją i toaletami.

Dalsnibba to najwyższy punkt widokowy na fiordy, na który można wjechać samochodem. A do tego oferuje widok na Geirangerfjord wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nie można tego przegapić nawet za tak wysoką cenę wjazdu. W końcu to Norwegia, tu niestety jest drogo. A to miejsce po prostu zachwyca!

Najlepszy naszym zdaniem fragment Złotej Drogi 

I właśnie pomiędzy Geiranger a Dalsnibba znajduje się najlepszy naszym zdaniem fragment Złotego Szlaku. Krajobraz lekko „księżycowy”, skały porośnięte mchem. Po prostu absolutnie magicznie! A i do „pojeżdżenia” samochodem przyjemne szybkie i dynamiczne zakręty, które dają dużo przyjemności z prowadzenia samochodu.

My podzieliliśmy przejazd Złotym Szlakiem na dwa etapy ze względów logistyczno-noclegowych. Pierwszego dnia jechaliśmy od Andalsnes przez Trollstigen aż do przeprawy promowej, ale tam skręcaliśmy na nasz cudowny nocleg we wsi przed Sjoholt. Był to niesamowity, pięknie odnowiony bardzo stary drewniany dom. Tak piękny, że aż szkoda było wnosić cały nasz cygański tabor i zaburzać tą harmonię. Sami zresztą zobaczcie zdjęcia.

Drugiego dnia wróciliśmy do momentu, gdzie była przeprawa promowa i pojechaliśmy Drogą Orłów do Geiranger na rejs po fiordzie i odwiedzenie punktów widokowych. Niby bez sensu, bo musieliśmy kawał wracać (w Norwegii trzeba liczyć dwa razy więcej czasu na pokonanie tej samej odległości co w Polsce), ale pod Sjoholt spaliśmy 3 noce i jechaliśmy też do Ålesund, a jeden cały dzień spędziliśmy w ogrodzie wynajętego domu, więc dla nas optymalnie. A że z tarasu był widok na fiord Storfjorden (którego rozgałęzieniem jest właśnie Geirangerfjord), i przepływające wielkie wycieczkowce, to tym bardziej powodu do narzekań nie było.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.