Jak podróżować i nie zwariować? Wakacje z dzieckiem. I KONKURS!

Kiedy pierwszy raz wyjechać? Co zabrać? Jak się przygotować? Czym jechać? Samochodem? Pociągiem? Samolotem? Metrem? A nie, wróć. W Łodzi nie mamy takiego przybytku. O matko… Co robić??? Jak żyć? 😉 Ano wyjechać, tak po prostu. Reszta wyjdzie w praniu.

To oczywiście nie znaczy, że mamy jechać zupełnie bez planu i przygotowania. Warto jednak wrzucić nieco na luz, bo dziecko to w końcu mały człowiek i wbrew pozorom podróż z niemowlakiem jest łatwiejsza (generalnie) niż z przedszkolakiem. Nie mam w planie pisania tu poradnika od A do Z, chcę Wam pokazać nasze patenty i doświadczenia. Jak zwykle zresztą, ten kto nas czyta, to wie 🙂

Fundamentalne pytanie: KIEDY?

Nasza położna środowiskowa powiedziała nam (bo oczywiście, że zadaliśmy takie pytanie, a co 😉 ), że możemy jechać choćby jutro, a Młody miał tydzień. Nie ma przeszkód do podróży z małym dzieckiem, jeśli rodzice są na to gotowi psychicznie i fizycznie (mama w połogu). Może nie poleciałabym z takim maluchem na koniec świata, ale gdzieś niedaleko samochodem – dlaczego nie.

BMW E91, Pomarańczowa, box, mleko

To Wy znacie najlepiej siebie i swoje dziecko, nikt Wam nie poda gotowego rozwiązania. A już na pewno babcie i ciocie, bo one są pierwsze do mówienia, że gdzie Wy chcecie ciągać to malutkie dziecko, przecież w domu mu najlepiej. Pamiętajcie, to WASZE życie i to WY decydujecie. Reszta świata, pomimo najlepszych intencji, życia za Was nie przeżyje. My ostatecznie w pierwszą dłuższą podróż pojechaliśmy z Łodzi do Krynicy Morskiej, jak Młody miał 4 miesiące.

Ale jak przetrwać drogę?

Też zwyczajnie. Dostosowując się do dziecka. Teraz to ono nadaje rytm, to ono mówi, kiedy zatrzymujemy się na postój. Nieco inaczej jedzie się z niemowlakiem, a inaczej z przedszkolakiem. Podzielę to więc na osobne akapity.

Nasz wspólny mianownik jest taki, że od pierwszych dni Młody jeździ z tyłu sam, łącznie z powrotem ze szpitala. To daje nam komfort podróży w każdym możliwym sensie. Nie ma problemu choćby z tym, jak tylko jedno z nas jedzie gdzieś z dzieckiem. Jeśli mamy wybór: autostrada czy droga krajowa, zawsze wybieramy autostradę (a „przed dzieckiem” było odwrotnie). Tak jest dużo szybciej i bezpieczniej. Łatwiej jest też zatrzymać się w odpowiednio przystosowanym miejscu.

Niemowlak

via GIPHY

Nie ma dużego znaczenia pora dnia, bo dziecko bardzo dużo śpi. Wytyczne mówią, że dziecko nie powinno jechać w foteliku dłużej niż 1,5 godziny, należy wtedy zrobić przerwę i wyjąć dziecko. To też dobry moment na karmienie i zmianę pieluszki. Nam zdarzało się jechać nawet nieco dłużej, jak dziecko było spokojne i spało. Natomiast postoje są obowiązkowe, o mały kręgosłup trzeba dbać!

Przedszkolak

via GIPHY

Tu moim zdaniem sprawa się nieco komplikuje. Dziecko wymaga dużo więcej uwagi, dużo więcej chce. Pora dnia staje się kluczowa. Nie ma sensu jechać z wypoczętym dzieckiem, wcale nie będzie lepszym kompanem. Szybko się znudzi i zacznie marudzić. My zazwyczaj wyjeżdżamy bardzo wczesnym rankiem, tak około 4 rano. Młody jeszcze śpi i możemy pokonać większy dystans w większym komforcie. Po pobudce śniadanko w trasie i dalej w drogę. Nie praktykujemy jedzenia i picia w trakcie jazdy, jest to zwyczajnie niebezpieczne w przypadku małych dzieci. Tak samo, jak nie dajemy tabletu ani telefonu. Mała lekka zabawka, książeczka są jak najbardziej OK. Bierzemy dziecko na zagadanie, albo on nas… W sumie nie wiem 😉 Tak czy inaczej, tak sobie rozmawiamy długimi kilometrami.

Jak przygotować auto?

Dla nas to bardzo proste, zasady są żelazne. Mamy fioła na punkcie bezpieczeństwa, więc tu nie ma kompromisów. Fotelik dobrany do auta i dziecka, w naszym przypadku najpierw był Cybex Aton na Isofix, obecnie mamy Recaro Zero 1 też na Isofix. Ten system daje nam pewność, że fotelik jest zawsze prawidłowo zamontowany. Auto musi być sprawne technicznie, mechanicznie. Piotrek ma niesamowite wyczucie, co do naszego samochodu. Słyszy każde nietypowe stuknięcie czy pisk. Taki, którego często nawet nasz mechanik nie słyszy (a wie co robi, przeczytacie o nim duuużo więcej niedługo). Śmiejemy się, że nasza Becia się go boi i przy nim jest grzeczna 😉

Auto jest na bieżąco serwisowane, jedziemy z każdą „pierdołą”. Do tego mamy wykupione ubezpieczenie, które w razie co gwarantuje nam holowanie, nocleg i auto zastępcze.

via GIPHY

Nie ma też żadnych luźnych „pocisków” w środku. Wiecie, co w razie wypadku może Wam zrobić niezabezpieczona butelka wody? Od tego są uchwyty, schowki w aucie. Używajcie ich. Zakupiliśmy też bardzo przydatny dla nas gadżet, czyli specjalną torbę dedykowaną do naszego samochodu, która służy za podręczną torbę dziecka. Jest montowana na tylnej kanapie i zapinana pasami. Bardzo wygodnie się z niej korzysta. Mieści się w niej cały jego dobytek, a i nasze drobiazgi też się upchnie. A na miejscu jest podręcznym schowkiem na pieluchy, kremy do pupy itd. Testowaliśmy ją też w innym aucie, również dobrze się sprawdziła. Może też służyć jako plecak, jak widać na demonstracyjnym zdjęciu 😉

Do pewnego czasu układaliśmy też tetris w bagażniku, ale łóżeczko turystyczne w zeszłe wakacje przerosło możliwości bagażnika Pomarańczowej, zakupiliśmy więc box dachowy.

Szanowny Małżonek: Gdyby były wątpliwości, bagażnik jest oddzielony siatką od kabiny. Nic z tego tetrisa nie ma prawa przedostać się do środka. Jak Roxi wspomniała, wszystkie luźne przedmioty są zabezpieczone. Łącznie ze smartfonami. Zastanówcie się, co mógłby zrobić Wasz telefon przy prędkości autostradowej uderzając w głowę dziecka, bo konieczne było bardzo ostre hamowanie. Tak, wiem, wszyscy jeżdżą grzecznie, a tylko kierowcy pomarańczowych BMW ganiają.

A na miejscu? Panie, haj lajf 🙂

Tu już każdy ma swoje preferencje. Jedni jeżdżą budżetowo, np. do hosteli albo do pokoju na kwatery Pani Bożenki (postać prawdziwa, jeździliśmy wielokrotnie wcześniej). Hotel z dziecięcymi atrakcjami też jest jeszcze przed nami. Jeśli znacie jakiś wart uwagi, dajcie znać w komentarzach, bo szczerze mówiąc nie mamy tu doświadczenia.

My wybieramy apartamenty czy niezależne mieszkania. Tam czujemy się najlepiej, ponieważ komfort i intymność jest dla nas ważna. Na wakacjach chcemy mieć zwyczajnie spokój. Musimy mieć też warunki do pracy, obowiązkowo internet. Praca Piotrka nie zna urlopów ;).

Testowaliśmy ostatnio też pokój w pensjonacie, było bardzo fajnie. Jednak dla nas to opcja na max 3-4 dni. Na dłużej tylko niezależny apartament. Z balkonem 😉 Żeby wieczorami mieć namiastkę czasu przed dzieckiem 😉 Bo z dzieckiem da się jechać do miejsc niedzieciowych i może być super.

Pamiętajcie o jednej rzeczy, a będzie Wam łatwiej w podróży. Dziecko to nie jest dodatkowy bagaż. To pełnoprawny uczestnik wycieczki, który może mieć swoje cele, może też nie mieć ochoty czegoś robić. Jemu wyjazd też musi sprawiać przyjemność. Dlatego my na ten moment np. nie zwiedzamy muzeów i kościołów, a szukamy dziecięcych atrakcji jak robienie zamków z piasku, czy przejażdżki ciuchcią.

A na koniec konkurs 🙂 Do wygrania zestaw gadżetów Canpol, które będą niezastąpione w domu i oczywiście w podróży. Jaki świetny jest ich bidon, pisaliśmy już tu. Oprócz niego możecie dostać śliniak, miseczkę i kubek. Wystarczy napisać, jaki „test wytrzymałości” proponujecie dla produktów Canpol. My swój opisaliśmy właśnie we wspomnianym wpisie.

KONKURS!

06.05.2019 Rozwiązanie konkursu

Konkurs wygrała PATRYCJA I, a raczej jej komentarz, który możecie przeczytać poniżej. Wszystkim uczestnikom bardzo dziękujemy za udział.

Zgłaszając się do konkursu akceptujesz postanowienia regulaminu. Pełny regulamin dostępny TU.

  1. Zadanie konkursowe: W komentarzu pod postem nablogu zaproponuj test wytrzymałości produktów Canpol babies . Gorąco zachęcamy też do polubienia Fanpage https://www.facebook.com/Kopanina/
  2. Nagroda: Do wygrania jest zestaw Hello Little marki Canpol babies.
  3. Czas trwania konkursu: od 25 kwietnia 2019 r. do 05 maja 2019 r.
  4. Tryb wyboru zwycięzcy – zwycięzcę wybiera komisja złożona z właścicieli strony kopanina.pl .
  5. Sponsor nagrody – Canpol babies.
  6. Ogłoszenie wyników: pod tym postem na kopanina.pl w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu.
  7. Uczestnik, który zwycięży, w celu uzyskania nagrody powinien przesłać na adres roksana@kopanina.pl dane kontaktowe do przekazania informacji o sposobie odbioru nagrody. Uczestnik konkursu wyraża zgodę na przetwarzanie danych osobowych do celów związanych z konkursem.
  8. Nie można wymieniać nagrody na jej równowartość pieniężną u Organizatora.
  9. Jeżeli zwycięzca konkursu w ciągu trzechdni od ogłoszenia wyników konkursu nie zgłosi się, na jego miejsce zostanie wybrana inna osoba wyłoniona z pozostałych uczestników konkursu.
  10. Nie wolno kopiować treści innych zgłoszeń, można się zgłosić do konkursu tylko raz.
98 komentarzy Dodaj swoje
  1. Testowanie to dla nas żadne wyzywanie!
    Zestaw piękny, przeuroczy .
    Wpada w oko piękne zdobienie,
    a że Canpol to renoma to każdy się co do niej musi na swój sposób przekonać.
    W domu małe bliźniaczki by przetestowały,
    w swoje rączki zestaw dorwały.
    O wytrzymałości wtedy powiemy,
    a dziś tylko opowiemy co zrobić by mogły.
    Mówią ,że dziewczynki oaza spokoju,
    mniej rozrabiają ,
    mniej szkód w domu rodzice mają .
    Nic bardziej mylnego ,
    bo cały dom przeszedł już test wytrzymałości
    to i zestaw z Canpola by nie uszedł bez sprawdzenia.
    Gdy do domu by dojechał
    zaraz by w małe rączki wleciał
    Na pierwszy ogień idzie miseczka.
    Każda dotknąć by chciała
    Z rączek by Zosia Kasi wyrywała.
    Zosia mocniejsza z reguły dziewczyna
    Wyrwanie Kasi z rączek żadne osiągnięcie,
    szybko się miseczka Zosi znudziła i w kąt ze złością rzuciła dziecina.
    Miska przetrwa takie testy ?
    Tego nie wiemy!
    Kasia poddana bierze śliniaczek,
    patrzy ogląda do buzi bierze,
    ząbki piłuje na małej pandzie.
    Śliniaczek piękny , ale czy przetrwa ?
    Ceratka ze śliniaczka wkońcu nie wieczna
    Zosia to widzi znowu wyrwa ,
    czy śliniaczek w jednym kawałku w domu wytrzyma ?
    Oj dzieje się dzieję .
    A co z kubkiem , bidonem ?
    Pancerny i wieczny ?
    Zosia i Kasia już oczka wytrzeszczają,
    małe rączki zaraz wyciągają.
    Każda w rączki bierze co trzeba
    zaraz biegiem przed sobą uciekają ,
    i żadna swojej pandy nie oddaje
    I benc upadek prosto na podłogę leci kubeczek,
    nie wiadomo czy cały czy już w kawałkach.
    Druga więcej szczęścia miała i wypadku nie miała .
    W rączkach bidon trzyma,
    patrzy , ogląda z każdej strony się przygląda,
    lecz test na tym nie polega i szybko ściąga zakrętkę z niego .
    Rurka wyskakuje ,a to nowość dla bliźniaczki.
    Szybko ją ciągnie , gryzie nerwowo.
    Ciekawa taka , a nic się nie dzieję .
    Nie gra nie leci ,
    rzuca w ścianę bezradna .
    A co z bidonem ?
    Czy rurka przetrwała ?
    Plastik w kawałku ?
    Tego nie wiemy lecz chętnie o tym się dowiemy .
    Dlatego na wyniki z niecierpliwością oczekujemy,
    bo bliźniaczki najlepiej z testem się zmierzą ,
    żadna nie odpuści w domu niczego ,
    bo wkoncu niezła frajda jak coś na kawałki się rozpada.

    Pozdrawiam serdecznie , mama bliźniaczek 🙂

  2. Test wytrzymałości jest przygotowany,
    I zestaw od Canpol będzie sprawdzany,
    Czy poradzi sobie z nim mała dziecinka,
    Ważne to czy chłopiec czy dziewczynka.

    Mały majsterklepka wszak jest po tacie,
    Pomysłów wiele z głowy otóż poznacie,
    A pomocnik na placu budowy widziany,
    Zestaw Canpol, będzie rozchwytywany.

    Miska i śliniaczek, sprawdzić oto się mogą,
    Gdy przetransportować zaprawę pomogą,
    Wymieszana z błota na placu jest budowy,
    Ot maluch do zabawy w teście jest gotowy.

    Śliniak przy nurkowaniu w błocie ochroni,
    Bo, przed plamami na ubraniach wybroni,
    W prawo i w lewo, w górę a może do dołu,
    Czy po takich przejściach nada się do stołu?

    Miseczka w zaprawie błotnej otóż zagości,
    Przenoszenie dzieł takich jakże nam uprości,
    Gęste czy lejące błoto popalić miseczce da,
    Czy w wytrzymałości na ilość radę sobie da?

    Bidon i kubek ? Ach znowu pomysłów wiele,
    Przedstawić po jednym na każdą się ośmielę,
    Każda z nich ciekawostką na budowie zostaje,
    Wszak piasek i ziemie w czymś nosić pozostaje.

    Bidon z racji rureczki piasek może pomieścić,
    I w taki sposób przepływ może tak obwieścić,
    Czy z wolna czy z szybka, czy gęste tak poleci,
    Czy bidon ideałem pozostaje wszak dla dzieci?

    Natomiast kubek w teście rzutem nam się zda,
    Niech zabawa zestawem na co dzień nam trwa,
    Wystarczy nasypać ryżu, może grzechotką się stać,
    Ach, gdybym otrzymała zestaw, relacje mogłabym zdać.

  3. W odpowiedzi na pytanie konkursowe: Zestaw małego majsterkowicza może się świetnie sprawdzić jako elementy pomocne w teście wytrzymałości produktów Canpol. Mój synek chętnie sprawdzi, jak bidon czy kubek zachowują się w kontakcie z młotkiem i śrobokrętem. Jeśli wygramy, podzielimy się wynikami testów.

  4. Artykuł świetnie napisany i na prawdę przydatny 🙂 Sama wybieram się za niedługo w dalszą podróż z moją 9 miesięczną rozrabiaką i trochę się tego obawiam, ale jak widać nie muszę się aż tak stresować 😀 Jedziemy w trochę dłuższą podróż, bo aż za granicę do Holandii do moich rodziców, ale myślę, że dobra organizacja i wszystko na spokojnie damy radę ogarnąć 🙂 Dziękuję za ten artykuł 🙂

  5. Jak wiadomo wszystko co ląduje w małych rączkach z pewnością wyląduje najpierw w buzi a później często z hukiem o ziemię 😀 W moim domu z córką mam dokładnie tak samo. Ja jako młoda mama zawsze staram się zwracać uwagę przede wszystkim na bezpieczeństwo ale również wytrzymałość produktów i artykułów, których użytkuje moje dziecko 🙂 Myślę, że odpowiednim testem wytrzymałości dla produktów Canpol Babies byłoby to sprawdzenie na jaki próg i o jakiej sile uderzenie danego przedmiotu byłoby dla niego „sądem ostatecznym” 😀 W tym przypadku proponowałabym np. zrzucenie takiego bidonu czy butelki z dużej wysokości i stopniowo ze zwiększoną siłą 🙂 Jak pisałam na poczatku- dzieci wszystko co wezmą do rączek zazwyczaj ląduje w buzi. Dlatego proponowałabym również sprawdzenie mniejszych elementów w jak szybkim tempie odpadną, zgniotą bądź rozkruszą się poprzez podobną metodę bądź po prostu tak jak dziecko – zabawę nimi- tylko przez dorosłego 🙂 Wiadomo, że my dorośli mamy więcej siły, a te produkty dedykowane są dla dzieci, natomiast skoro to ma być ich test..to czemu nie? 🙂 Myślę, że byłby to również świetny sposób a z pewnością tacy testerzy wytrzymałości takich akcesoriów i zabawek mogliby też się poczuć chwilę beztrosko jak dzieci 😀

      1. Na prawdę? Przyznam szczerze, że jej nie widziałam, bo nie oglądam zbyt często TV 🙂 Szukam w internecie, ale też nie mogę jej znaleźć 🙁

  6. Fajny samochód. Tak sobie myślę, że fajnym testem byłoby spróbować przyczepić tackę albo bidon do tyłu auta i przeciągnąć przez kilka kilometrów. To byłby całkiem efektowny, a pewnie i efektywny test canpolowych produktów. I taki nietypowy.

  7. Produkty firmy Canpol babies od początku towarzyszyły moim dzieciom. Starszak to już jak o sobie mówi: „prawdziwie dorosły męźczyzna” no i pewnie, zgadzam się z nim. W końcu ma już 4 lata, ale mimo tak sędziwego wieku, bardzo chętnie korzysta z canpolowego bidonu ze słomką. Oczywista sprawa bo dorośli często odczuwają pragnienie, a przez taką słomkę to wygodniej jest. No i przejdźmy do mojej młodszej córki, do pracy jeszcze się nie wybiera bo dopiero roczek jej strzelił. Chociaż jej dzień wypełniony jest zadaniami. Przyznam, że często wybiera sobie misje niczym komandos. No bo biorąc np. taką butelke: jak już się od niej odessie to nie wypuści jej kulturalnie z rąk. Ona musi kilkanaście razy puknąć nią o podłogę. A co, niech wszyscy słyszą, że dziecko już najedzone. Butelki to żywot z nią ciężki mają, ostatnio jedną z nich nie wiadomo kiedy i jak do kosza wyrzuciła. Pewnie chciała sprawdzić czy butelka jest odporna na ciężkie warunki zspachowe. Weźmy jeszcze jej ostatnią misje: tutaj córcia przy pomocy brata, mnie i swoje łyżki testowała. Starszak chętnie przyniósł wszystkie plastikowe łyżki, oczywiście intencje miał dobre bo siostre chciał zabawić. Jego siostrzyczka bardzo posłuszna jest, więc chętnie zabrała się za zabawe nimi. Podeszła do mojego pięknego kwiata, którego dostałam od teściowej. No i tak myślę, że postanowiła go przesadzić. Ochoczo wykopywała nimi dziurę. Cudowne kilogramy ziemi rozsypane na podłodze, a łyżki? Wszystkie całe, zero uszczerbku na ich zdrowiu. Hmmm moja cierpliwość? Troszkę na próbę była wystawiona. Ooo a znają wszyscy piękny canpolowy gryzak owieczke? Nooo pochwale się, że moja córcia to dobrze się mim zaopiekowała. Niczym pasterz swoją owieczke chciała czegoś nauczyć. A czego? Pływania. A gdzie? W ubikacji. Także było plum, to ja biegne i proszę jaki piękny widok, owieczka niczym łódź podwodna. Córcia swojego brata kocha nad życie, to i o niego i jego bidony postanowiła zadbać. Jak większość „dorosłych” chłopców mój syn z porzadkami to raczej średnio. I tak któregoś razu córcia taki piękny bidon skądś wynalazła. Patrze, patrze co ona robi, wszystko ok, bawi się dziecie bidonem. Aż tu nagle….ups za słomkę od bidonu zaczęła ciągnąć, tymi swoimi malutkimi rączkami, ale proszę czujności nie stracić bo siły to ona ma. No i tak ciach….niestety, pech słomka odleciała. Brat zły, placze, krzyczy w końcu to jego najukochańszy bidon był. A co robi mama? Mówię: „synku nie przejmuj się, podziękuj kici bo ona tylko sprawdzała czy bidon jest bezpieczny w użyciu”. Syn szczęśliwy, że siostra taka troskliwa. Ja szczęśliwa bo w końcu pożegnaliśmy najukochańszy najnajnaj bardziej wysłużony bidon świata. W każdym razie córka moja nadaje się już chyba do pracy. Bo patrząc pod kątem historii z bidonem to z całą pewnością dba o bezpieczeństwo BHP a może BHU(bezpieczeństwo i higiena użytkowania)?. Ukryć się nie da, że testy jakości/wytrzymałości to ona przeprowadzać by mogła. Sprawdzi wszystko jak należy:
    -odporność na pęknięcia
    -odporność na wypadanie elementów (nie)stałych
    -odporność na brzydkie zapachy
    -odporność na czynniki zewnętrzne , w tym
    *deszcz *woda typu jezioro
    -odporność na hałas (w sensie odporność sąsiadów. Czy użytkując czyt. rzucając danym przedmiotem, dźwięki jego ciągłego obijania o podłogę są bardzo miłe dla ucha, czy średnio miłe.
    kopanina.pl sądzę, że moje dziecie do pracy już się nadaje. Także proszę tu, w jej imieniu o nowe przedmioty do testów. Z całą pewnością córka dostosuje odpowiednie metody testów a wieść o ich wynikach puścimy w cały świat.

  8. Ja akurat swoich dzieci nie mam, ale za to dużą młodszą siostrę, więc moim rodzicom ten wpis się przyda 😛

  9. Bardzo przydatny wpis! Rok temu byliśmy dwa razy nad morzem (600 km w jedną stronę), ale córka miała wtedy 10 miesięcy i większość przespala. W tym roku raczej nie będzie już tak lekko, dlatego skorzystam z Twoich rad.
    Jeśli zaś chodzi o test wytrzymałości, powiem tak – moja córka ma w tej chwili półtora roku i w piątek wdrapala się na płot żeby obserwować jeżdżące ulica pojazdy. To tylko jeden z jej licznych wyczynów, dlatego jestem przekonana, że taki zestaw przeszedłby u nas prawdziwy chrzest bojowy. Pozdrawiam!

  10. Nasz synek na szczęście jak był bardzo mały to większość trasy przesypiał ale tylko przy muzyce techno haha Jak tylko się kończyła to się budził i zapewniał nam atrakcje 😉 A jak podrósł to do teraz jest skoncentrowany na aucie, prędkości i tym co dzieje się dookoła, że z przyjemnością jeździmy wspólnie 🙂

  11. Pierwszą podróż z Jasiem zaliczyliśmy jak miał 3 tyg. Pojechaliśmy na camping, było cudownie. Wcześniej jeździliśmy z 3 starszych dzieci, też było ok. Ostatnie wyjazdy na ferie zimowe zaliczyliśmy w 6 osób i trzeba się było nagimnastykowac by wszystko spakować. Jeżeli jedziemy w takim składzie zdecydowanie częściej wybieram apartamenty z kuchnią itp

  12. Jak się cieszę, że ten okres, kiedy trzeba było być rodzicem, tragarzem, niańką, kucharzem, stróżem prawa i nauczycielem w jednym już minął. Przyjemnie jest mieć starsze dzieci.

    1. Ten wyjazd jak na którym jesteśmy obecnie jest wyjątkowo udany, Młody po prostu jest bardzo fajny i współpracujący. Wcześniej nie było tak dobrze. Przypuszczam, że z czasem będzie lepiej 🙂

  13. Przez wiele lat podróżowaliśmy z trójką dzieci po Polsce, spakowani dokładnie tak, jak na zdjęciu. Potem doA szedł jeszcze pies. Ależ bywało zabawnie! A teraz moja najmłodsza córka pakuje przyczepkę rowerową z bobasem do pociagu i przyjeżdża do nas na wieś 🙂

  14. Też mam przedszkolaka:) i podobne doświadczenia co ty, z niemowlakiem było łatwiej. Dla mnie bezpieczeństwo w samochodzie przede wszystkim. W czerwcu planujemy ruszyć w trasę po Europie i wiem, że tablet i bajki będą konieczne:/

    1. Ja nie znoszę pakowania. Bo najpierw trzeba wszystko wyprać, spakować, rozpakować na miejscu, spakować przed wyjazdem, rozpakować i wyprać. A że pakowanie u nas (oprócz sprzętu elektronicznego, którym się zupełnie nie zajmuję w tym względzie) należy do mnie, to wiecznie mam wrażenie dnia świstaka ;). Próbuję optymalizować, zmniejszać bagaż no ale jednak coś trzeba zabrać. I zawsze zajmuje mi to za dużo czasu. Jakieś pomysły? Lista nie działa, mam ją w głowie.

  15. Szkoda, że nie czytałam tego tekstu jak pierwszy raz wyruszaliśmy w podróż z dziećmi, wtedy by się przydało. Wszystkiego uczyliśmy się na własnych błędach, ale chyba ani nam ani dzieciom nie wyszło to na złe. Zjechaliśmy czterdzieści kilka krajów. Teraz są już nastolatkami i podróże tylko z rodzicami już nie są tak pociągające. Masz jakiś pomysł jak namówić takiego na wyjazd?
    A tak na poważnie to bardzo fajnie napisane, podeślę innym znajomym.

    1. Pomysłu na podróż z nastolatkiem nie mam, bo nie mam jeszcze takiego osobnika na stanie 😀 Młody ma dopiero 3 lata 😉 Dzięki za puszczenie posta dalej 🙂

  16. Sporo tych bagaży, przez tylną szybę nic nie widać 🙂 a tak na poważnie to też większość rzeczy pakujemy do bagażnika, aby w środku nic się nie walało. Ja akurat wolę siedzieć z tyłu, bo młodsza pociecha czasami marudzi i wtedy wolę być obok. Czas na podróż to u nas zawsze godziny poranne, tak mężowi jest wygodniej, bo to on jest kierowcą.

  17. Bardzo przydatny wpis dla młodych mam! Nie zawsze myślimy o takich rzeczach! Osobiście znam wiele osób które podróżują z małymi dziećmi i nie widza w tym problemu. Myśle ze to tylko kwestia dobrej organizacji!

  18. He, he, moja koleżanka wybrała się z niemowlakiem do Chorwacji. Pojechali w nocy, żeby mały im przespał. Całą podróż się darł, a w środku nocy nie można było nawet na żadnym parkingu odpocząć i ochłonąć

    1. Dzieci są różne, tak jak pisałam to rodzice znają najlepiej swoje dziecko i wiedzą, na ile mogą sobie pozwolić 🙂 Przygoda na pewno była niezapomniana 🙂

  19. Zazdroszczę bo my z racji choroby lokomocyjnej mam DUży problem. Tu dopiero zaczyna się gimnastyka. Nie wszędzie dojedziesz pociągiem. Rzyganie i jeszcze raz rzyganie bardzo zniechęca. Dziecko musi mieć pusty brzuch, nie może pić. Nie może jechać długo za jednym podkręcaniem. Nie może czytać ani oglądać bajek. Ehhhhhh… Zadzroszcze.

    1. Nie da się wrzucić wszystkich dzieci do jednego worka. Choroba lokomocyjna to choroba. Teoretycznie są na nią sposoby, ale nie zawsze skuteczne. Często jednak mija z wiekiem, albo chociaż jest mniej nasilona. Trzeba chyba na to liczyć. Nas na szczęście zupełnie nie dotyczy, sama byłam zdziwiona jak bardzo bezproblemowo mineła nasza ostatnia droga z Łodzi do Dziwnówka, ponad 500 km. Nie było nawet jojczenia. Trochę sobie pośpiewał, trochę potańczył, pogadaliśmy, sporo też patrzył przez okno. Spał tylko godzinę. Bałam się bo postanowiliśmy jechać w dzień po śniadaniu (na naszym obecnym poziomie zmęczenia jazda nocą nie wchodziła w grę) z wyspanym dzieckiem, ale już jest na tyle duży że okazało się, że jest świetnym kompanem w drodze. A Wam życzę, żeby jak najszybciej wszystko minęło, bo dziecko bardzo się przy tym męczy. A Wy razem z nim, bo wiem jak lubicie podróżować.

  20. Poruszylas bardzo ważny temat z tymi pociskami, w wielu samochodach przedmioty walają się gdzie popadnie, jakby nie było schowków.

    1. Dziecko też ma prawo i często ochotę poznawać świat, czy jak to mówi nasz syn „cudny kraj”. Dlatego dla mnie to naturalne, że podróżuję z dzieckiem.

  21. Jeszcze nie mam dzieci, ale dzięki takim wpisom coraz bardziej przekonuję się, że wszystko jest możliwe 😉 I podróż do Krynicy, Zakopanego czy nawet Tajlandii jest z maluchem jak najbardziej możliwa 😉 Tylko wszystko z głową i dobrym przygotowaniem!

    1. Na razie jak obserwuję u nas, łatwo było zanim zaczął chodzić, potem trudny rok, a teraz z trzylatkiem jest super 🙂 Więcej doświadczenia nie mam 🙂

  22. Patrzę na ten bagażnik i widzę, że mój mąż ma sporą konkurencję do tytułu mistrza układania rzeczy w bagażniku.

  23. Bardzo fajny wpis jako test wytrzymałości zwłaszcza bidonu lub kubka, pozwoliłabym córce na zabranie ich na odwiedzany przez nas psi plac zabaw. zarówno nasz psiak jak córka są tam w swoim żywiole i biegając po przeszkodach czy górce w końcu przybiegają po picie. Tylko niestety jak szybko po nie przybiegają tak szybko gdzie stoją je porzucają bo szkoda im tracić czasu zabawy

  24. Patrzę na ten bagażnik i nasuwa mi się jedno: to jest dopiero zagospodarowanie z głową każdego centymetra przestrzeni

    1. Łatwo nie było, ale wszedł nawet duży wózek, taki z zestawu z gondolą 😀 I nosidło turystyczne na stelażu, też niemałe, i dwie spore walizki i mnóstwo drobiazgu 😉

  25. hihihi padłam ze śmiechu czytając – mega fajny wpis:) Przedszkolak- u nas taka faza x 2- no jest wesoło- nawet bardzo wesoło.

    1. Jest, ale tak sobie myślę, że będę tęsknić za tym czasem. Chłonę więc każdą chwilę 🙂 Dzięki za miłe słowa, zabawne wstawki to zasługa Szanownego Małżonka 😉

        1. Poczytałam – i chyba też sobie taki sprawimy 🙂 A odnośnie wycieczek – u nas jest łatwiej z przedszkolakiem, niż było z niemowlakiem 😉 Może dlatego, że Młody lubi podróże i był do nich od maleńkości przyzwyczajany – ale najpierw musieliśmy swoje wycierpieć 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.