Boka Kotorska. Od pełnego kontrastów Herceg Novi po burzowy wjazd na słynne serpentyny

Czy Czarnogóra nas zaczarowała od pierwszego wejrzenia? Powiemy kontrowersyjnie, ale szczerze – NIE. Przez wszystkich zachwalana, wręcz uwielbiana jako ta mniej popularna, tańsza, dziksza siostra Chorwacji – miała mieć wszystko. Ale wiadomo, że ideały nie istnieją, więc spodziewaliśmy się jednak pewnych wad. Wiedzieliśmy o nich, byliśmy na nie przygotowani. Ale…

Po Chorwacji która nas sobą zauroczyła, mieliśmy w Czarnogórze nieco mieszane uczucia. Z jednej strony piękne widoki, unikatowe miejsca, bardziej lokalny klimat. Z drugiej strony dużo widocznych pozostałości po działaniach wojennych, dużo więcej śmieci i takiego chaosu, który irytuje. I ceny wcale nie były tak bardzo niskie, jak wszyscy piszą w internetach. Czarnogóra już nie jest tańszą alternatywą dla Chorwacji. Widać też było, że Czarnogóra jest na początku swojej turystycznej drogi i wiele jest jeszcze do zrobienia.

Nie możemy jednak skłamać, że spędziliśmy w Czarnogórze fatalny czas i chcieliśmy uciekać. Mieliśmy cudowny nocleg z obłędnym widokiem nad samą zatoką krok od plaży. Spędziliśmy tam mnóstwo czasu, pływaliśmy, opalaliśmy się i było fantastycznie. Ale już klimat centrum Herceg Novi nie do końca nam „leżał”, choć bez wątpliwości znajdzie wielu amatorów.

Nie widzieliśmy każdego miejsca i miasteczka nad Boką Kotorską. Świadomie zdecydowaliśmy, że objedziemy ją tylko samochodem od Herceg Novi aż na górę na Serpentyny Kotorskie, które były celem tej wycieczki. W Czarnogórze byliśmy tylko kilka dni, woleliśmy nacieszyć się tym, co oferował nam nocleg i najbliższa okolica niż za wszelką cenę zaliczać jak najwiecej atrakcji. Dlatego to nie będzie kompleksowy przewodnik, a raczej zbiór rad i przemyśleń, o których inni nie piszą (albo nie chcą albo mają po prostu inne zdanie).

Objazd Boki Kotorskiej samochodem

Jeśli masz do dyspozycji na miejscu samochód, to zrób to! Z poziomu auta serio wiele można zaobserwować, a miejsc do zatrzymania nad Zatoką jest bardzo dużo. My jechaliśmy od Herceg Novi aż za Kotor, więc zobaczyliśmy prawie całą linię brzegową. I jeśli się nie spieszysz, to pojedź dookoła zamiast płynąć promem.

Czasowo to niewielka różnica, a zobaczysz więcej. Boka Kotorska przypomina nieco fiordy w Norwegii, zresztą wystarczy spojrzeć na mapę i wszystko staje się jasne. Do tego skalisty brzeg, który łączy się z wodą sprawiają fantastyczne wrażenie. Droga dookoła zatoki jest przyjemna, choć przez ograniczenia prędkości szybko się nie pojedzie. Ruch na niej też jest spory, szczególnie w sezonie i w granicach miast.

Warto wcześniej popatrzeć sobie co Was interesuje, gdzie chcecie zatrzymać się na dłużej. Może któreś z historycznych miasteczek? Perast czy Kotor zaparszają! W każdym z nich można iść na przyjemny spacer z pięknymi widokami. My tego nie zrobiliśmy, ale to nie znaczy że Wy nie możecie.

Herceg Novi – plusy i minusy miasta kwiatów

Herceg Novi jest pierwszym większym miastem na Boką Kotorską, które napotkacie na swojej drodze jadąc od strony chorwackiej. Wiele portali pisze, że łatwo stamtąd pojechać na jeden dzień do Dubrownika. Mamy co do tego wątpliwości. Teoretycznie nawigacja pokazuje 50 kilometrów, więc około godzinki jazdy samochodem. Ale musimy pokonać granicę państw, na której jest kontrola paszportowa. Wracając do Polski staliśmy tam prawie 2 godziny, bo celnikom się nie spieszyło i zrobili sobie przerwę. Po prostu wyszli z budki i poszli na kawę 😉 . A nawet jak ktoś był, to szło to koszmarnie wolno. Także trzeba brać poprawkę na takie rzeczy i mentalność Czarnogórców, którym generalnie się nie spieszy. My polecamy choć jedną noc spać w Dubrowniku, wtedy zwiedza się go najlepiej. Tutaj macie LINK do poradnika, jak najlepiej zaplanować Dubrownik. Polecamy przeczytać, serio da się go zobaczyć bez tłumów nawet w sezonie.

Turystyczna część Herceg Novi jest rzeczywiście ładna. Kamienne budynki, palmy, kawiarenki na deptaku. Przyjemnie to wygląda. Jednak udało nam się zgubić w poszukiwaniu bankomatu i po wejściu w mniej turystyczny teren to miasto jakich wiele. Ale to nie nowość, Łódź też taka jest. Natomiast dziwne wrażenie sprawiło to, że tam po prostu było pusto, szczególnie w historycznym centrum. Może w wakacje jest więcej ludzi, ale na początku maja nie było prawie nikogo.

Na nabrzeżu było inaczej, ludzi sporo szczególnie, że akurat rozgrywano mecz w piłkę wodną. Ogólnie spacer deptakiem jest bardzo przyjemny. Z jednej strony towarzyszył nam cały czas widok na wodę, z drugiej cały przekrój na czarnogórską architekturę od zabytkowych twierdz, przez nadmorskie wille po niezagospodarowane pozostałości po trudnych czasach tego regionu.

Wjazd na Kotorskie Serpentyny, czyli słynna droga P1

Co to był za wjazd, aż na wspomnienie nie wiemy czy się śmiać czy bać. Pogoda była całkiem ładna, aż tu nagle, bez ostrzeżenia, jak już byliśmy na początku serpentyn rozpętała się burza. Ale tak solidna, z grzmotami, ulewą i prawie zerową widocznością. Zawrócić totalnie nie było już jak. Ta droga jest bardzo ciasna, ograniczona murkami. Miejscami ciężko się tam minąć (o wyprzedzaniu też można zapomnieć).

W tej burzy trafiliśmy na 3 kampervany przed nami, których kierowcy ewidentnie spanikowali i nie wiedzieli co zrobić. I oczywiście na autokar, no bo jak inaczej. My raczej mamy spore doświadczenie na tego typu drogach, ale tam nie było ani fajnie, ani bezpiecznie, ani jakoś wyjątkowo widokowo.

Widzieliśmy już wiele górskich dróg, więc ta nie powaliła nas na kolana. Jedynie widok z restauracji na górze „oddał”. Rzeczywiście panorama na Bokę z Kotorem w dole była pocztówkowa. Jak to Piotrek jednak powiedział „droga jak droga” i coś w tym jest. Natomiast jeśli boicie się krętych dróg i przepaści, to uważajcie, bo będzie to dla Was wyzwanie.

Co sobie odpuściliśmy w Czarnogórze?

Kotor, Perast, Risan. Były pierwotnie na liście, ale doszliśmy do wniosku, że będą dość podobne do innych kamiennych miasteczek których widzieliśmy już sporo, a wolimy posiedzieć na plaży niż gonić za kolejnym miejscem. Taka rzeczywistość, nie ma co się czarować tylko czasem trzeba wybrać. Od dawna też jadąc gdzieś nie biegamy jak poparzeni, żeby zebrać materiały. To często są nasze prywatne wyjazdy, wakacje. Więc jest jak jest.

Natomiast dla każdego z Was coś innego może okazać się ciekawsze. Na pewno jadąc wzdłuż brzegu Boki każde z tych miasteczek zobaczycie. Jeśli kiedyś będzie okazja, to chcielibyśmy choćby wejść do twierdzy św. Jana w Kotorze i zobaczyć ten spektakularny widok. Tym razem się nie udało, bo na wejście „od tyłu” potrzebowalibyśmy praktycznie całego dnia, a było nam trochę szkoda aż tyle czasu na to poświęcić.

Minusem zwiedzania miasteczek nad zatoką jest to, że wielkie wycieczkowce mogą tam wpływać, a wtedy turyści dosłownie zalewają okolice. Szczególnie uciążliwe jest to w Kotorze, gdzie bywa nawet kilka wycieczkowców na raz. Ciężko jest wtedy przecisnąć się wąskimi uliczkami, klimatu też nie ma.

To nasze bardzo subiektywne odczucie po kilku dniach w Czarnogórze. Nie zachwyciła nas, ale też nie zniechęciła. Pozostawiła po sobie wrażenie raczej neutralne. Chętnie jednak zobaczymy jej interior, jezioro Szkoderskie czy Durmitor. Sami jesteśmy ciekawi, czy zmienią nasze odczucia na temat tego kraju. Jak na razie Chorwacja w tym pojedynku zdecydowanie wygrywa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.