Odpoczynek w grocie solnej?

Na minione święta otrzymaliśmy od siostry R. i jej chłopaka ciekawy prezent. Voucher na relaks w grocie solnej. Chyba wyglądaliśmy na mocno zestresowanych i zmęczonych, skoro zdecydowali się na taki podarek.

Coś w tym jest, bo czas znaleźliśmy dopiero teraz. Lepiej późno niż wcale. Inna bajka, że doprawdy nie składało się. Ba, w pewnym momencie to nawet wyleciało nam z głowy, że mamy taką opcję.

Koniec końców umówiliśmy seans. Ba, nawet „sprzedaliśmy” Młodego dziadkom na kilka godzin (to nie jest w cale takie oczywiste, o czym pewnie będzie okazja).

Ale do rzeczy. Byliśmy w Grocie Solnej Relax w Łodzi. Czy odpoczęliśmy? No nie. O ile R. to jeszcze potrafiła na chwilę odpłynąć, to ja ćwiczyłem mięśnie karku. Nie potrafiłem uleżeć na leżaczku, o zamknięciu oczu i wsłuchiwaniu się w relaksacyjną muzyczkę (która notabene na dłuższą chwilę została wyłączona) nie mówiąc. W końcu zacząłem rozgarniać nogami solne kamyczki i rysować wzorki… Może gdyby mnie tam zamknąć na kilka godzin? Niestety, obecnie jestem na takim etapie zmęczenia i zaangażowania w różne sprawy, że nie potrafię wyłączyć się i odpoczywać.

Liczyłem, że zrobię to na naszym wrześniowym wyjeździe nad morze. Ale i tam, gdy nawet miałem chwilę samotności, to siadałem na tarasie i popijając kawę, łypiąc jednym okiem na Bałtyk, pracowałem.

Nie bójmy się tego powiedzieć. Jestem uzależniony od robienia czegoś. Czegokolwiek. Nie umiem uleżeć. No i jestem chyba pracoholikiem. Może nie jakimś zatwardziałym, ale jednak.

Co do groty, bo może ktoś odpalił ten wpis, by sobie odpowiedzieć na pytanie „czy warto?” to… chyba tak. Jednak fajnie byłoby tam być z partnerem, lub w ogóle samemu. Do nas, spóźnieni, wgramolili się pewni jegomoście, ani me, ani be, ale później na siedzeniach to już jakieś kukuryku było. Między sobą.

To może być również fajna opcja na wizytę z dzieckiem, bo jest tam stworzony odpowiedni kącik. Pod tym kątem pewnie tam jeszcze wrócimy. Natomiast może to być irytujące dla kogoś kto wtedy akurat będzie się relaksować. Coś mi się zdaje, że w takich chwilach, szczególnie przy malutkich dzieciach, odpoczynek dla osób postronnych jest żaden.

Co bardziej wrażliwych może zrazić również wizerunek obiektu. Widzicie front na zdjęciu. W środku, przy recepcji, klimat jest podobny. Nazwijmy to, z wyrozumiałości, zaawansowanym klimatem vintage. Na tym poprzestanę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *