„Dziecko w samochodzie” no i?

Jeździmy z Młodym dużo. Po całej Polsce. A taką naklejkę czy zawieszkę mieliśmy przez jakieś 6 minut. I to jak nikogo w aucie nie było.

Jak pojechałem po R. i mojego dopiero co narodzonego synka do szpitala to na parkingu pod blokiem pomyślałem, że można w sumie coś takiego nakleić. Teraz nazywam to gorączką pieluchową. Tudzież wścieklizną. Ale wracając… Nakleiłem na te przyssawki, ale jakoś trzymać się nie chciało szyby i spadło. Zatem pod szpitalem już nie było, a droga ta do najdłuższych nie należała. Dobrze, że uwieczniłem i Facebook nie zapomina. Później przez kilka tygodni leżało w bagażniku, a z tego zacnego miejsca trafiło do kosza na śmieci.

I nie ma. I nie będzie. Generalnie nie miałem z tym problemu nigdy, że ktoś jeździ z takim oznaczeniem. Wolna wola. Skoro my sobie machnęliśmy beemkę na pomarańczowy kolor to ktoś może chcieć zarzucić posterem wyściełającym pół tylnej szyby i oznajmiającym, że w aucie jedzie Natalia, Patryk, Hieronim i Kunegunda.

Niestety, coś we mnie pękło. Tak mocno, że aż półkubełek zagruchotał znacząco, a tarcze hamulcowe z tyłu pytały swoich koleżanek przed sobą, co tu nagle tak się gorąco zrobiło i co tak skwierczy.

No właśnie, czy napis „dziecko w samochodzie” czy też „dziecko na pokładzie” zwalnia z myślenia? Nie. Powinno ostrzegać. Mówić coś w stylu „Ej Stary, ja jadę dziś ostrożniej i wolniej, bo nie jestem sam w mojej furze. Uszanuj to Mordo”. Niestety częściej tłumaczone to jest tak „Mam dziecko, będę zapierdalał, wcisnę się przed ciebie, a ty nie waż mi się trąbnąć”. Nie chodzi w tym przypadku o trąbienie i obudzenie pociechy, która słodko śpi w foteliku, gdy rodzic robi za Hołowczyca. Nic z tych rzeczy. Tu chodzi o brak prawa, bo on może jechać jak palant.

Ba, już nawet służby nie zwracają tak bacznie uwagi, czy na jakimś aucie wisi sobie stosowna karteluszka. Nie dziwota, częściej wisi w pojeździe bez dziecka niż z nim…

Naprawdę, sam nie jestem święty. Ba, zapewne wielu kierowców myśli o mnie „burak z BMW” (na pewno znacie dowcip o granacie i BMW). Ale do diabła, patrz jak jeździsz. Niech ten sticker nie przysłania ci świata, bo on nie jest sygnałem pojazdu uprzywilejowanego, a znacznikiem przypominającym, żeby zachować ostrożność i rozwagę na drodze. Nic ponadto.

Na koniec skecz. Może trochę przesadzony, ale…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *